
Tzw 'niealkoholowe imprezy
GiLA'. Zaniemogłam od 9 do 14. czuje się jakby była 10. Jako, że obiecałam gospodarzowi opisać te zacną
posiadówę zabieram się do dzieła. No tak, wiem, miał
być fotoblożek, ale
blogspoty są teraz takie pro-o-o (bardziej niż fotografowie
feszyn ; ' d).
Pamiętam,że rado miał dobre śliwki. Koniec.
Nasze miasto wysypało tekturowymi żubrami. w drodze powrotnej
Cina prawie mnie na jednego władował. Na
szczęście odzyskałam trzeźwość
umysłu.
Poza tym, co do plusów to doczekałam się
zdjęcia 'Rado z mikserem'. W sumie Pinki też je ma, więc życie
az tak nie syci.
Muszę
przeliczyć drobne, bo coś czuję, że zaraz
kopsnę się po
modeline.
Ale wiem o co chodzi.